Strony

niedziela, 31 stycznia 2016

5. Zdjęcie brzuszka

Większość z Was dopytywała się o zdjęcie mojego brzuszka, więc dzisiaj będzie tylko jedno zdjęcie. Koniec szóstego miesiąca :)



poniedziałek, 25 stycznia 2016

4. Zgaga podczas ciąży

Wiele ciężarnych kobiet zmaga się ze zgagą. Do nieprzyjemnego pieczenia w przełyku przyczynić się mogą m.in.  mocne herbaty, kawy, tłuste i smażone potrawy, pikantne przyprawy, słodycze, napoje gazowane. Tylko jak zrezygnować z tych rzeczy? Kawę pić muszę. Przynajmniej jedną dziennie, dla dobrego ciśnienia. Bez kawy mam zbyt niskie, co też jest niedobre. Herbaty pić lubię, zwłaszcza owocowe, które też niekorzystnie wpływają na zgagę. Często mam ochotę na smażone i pikantne potrawy. O słodyczach już nawet nie wspominam. Po prostu muszę, a moja zgaga jest już tak okropna, że potrafię się przez nią budzić w nocy. Jak sobie z nią radzić domowymi sposobami?

  • Po pierwsze mięta. W Internecie wyczytałam, że miętowe cukierki i herbatki miętowe przyczyniają się do zgagi. Jednak mi to pomaga. Czasami na wieczór zaparzam sobie kubek mięty i pieczenie staje się mniejsze. Nie dokucza również w nocy.
  • Produkty mleczne. Stosuję zimne mleko i maślankę smakową. To naprawdę pomaga, ale musi być zimne. Jak tylko czuję pieczenie, wypijam kilka dużych łyków mleka bądź maślanki i nieprzyjemne pieczenie ustępuje. Niestety, jest to efekt krótkotrwały, dlatego też takie mleko powinno się pić cztery razy dziennie pomiędzy posiłkami. 
  • Czytałam, że na zgagę dobre są migdały. Nie wiem, nie próbowałam. Choć pewnie niedługo wypróbuję, bo zgagę mam naprawdę paskudną i chwytam się wszystkiego. 

Drogie mamy, a może Wy macie jakieś sprawdzone metody radzenia sobie ze zgagą? Chętnie poczytam. 

wtorek, 19 stycznia 2016

3. Kosmetyki

Od kiedy moje koleżanki dowiedziały się, że jestem w ciąży, często powtarzały mi 'smaruj się". Należę do kobiet, które panicznie boją się rozstępów, więc posłuchałam ich rad i każdego dnia wklepuję w ciało różne specyfiki. Od samego początku stosuję krem przeciw rozstępom. I tutaj zaufałam firmie Ziaja:





Nie potrafię do końca opisać konsystencji kremu. Na pewno jest mazisty i taki trochę wodnisty. Nie wchłania się szybko, przez co zostawia tłustą powłokę na smarowanym miejscu. Jednym może to przeszkadzać, ale ja mam pewność, że ten krem jest i sobie działa. 

Stosuję również krem na cellulit, który stał się moją prawdziwą zmorą. Na cellulit używam kremu z Perfecty:




Jest on jeszcze bardziej wodnisty niż krem na rozstępy z Ziaji, co mnie tutaj trochę denerwuje. Uda mam tak tłuste, prze przeszkadza mi to w chodzeniu, gdyż wewnętrzne strony ud ocierają się o siebie. Czy zauważyłam po nim jakieś postępy? Raczej nie. Muszę powiedzieć, że jeszcze nigdy nie miałam takiego cellulitu, jak mam teraz. Mimo młodego wieku, czuję się tak, jakbym miała nogi starszej kobiety, co mnie naprawdę mocno dołuje i doprowadza do płaczu. Wiem, że sam krem nie pomoże. Tutaj odpowiednia musi być i dieta i ćwiczenia (o nich napiszę w innej notce) i masaże. Dieta dietą, ale co ja poradzę jak czasami po godzinie 22-ej dopada mnie wielka ochota na czekoladę. Nie potrafię tego powstrzymać. Mam nadzieję, że po porodzie jak zrzucę kilogramy to i zmniejszy się cellulit. Oczywiście wraz z ćwiczeniami :). 

Należę do osób, które lubią się długo wylegiwać w wannie. Do kąpieli więc dodaję płyn z Babydream;





Muszę powiedzieć, że uwielbiam ten płyn do kąpieli. Jego zapach jest taki delikatny i pudrowy. Jest to już moje drugie opakowanie i wiem, że kupię ten płyn jeszcze nie raz. 

Jakiś czas temu będąc w Rossmannie do zakupów dostałam mały krem na rozstępy z firmy Lirene. Z tej samej serii zakupiłam również krem na cellulit. Oba kremy były w promocji wraz z kartą Rossnę!





Serum na rozstępy przypadło mi do gustu. W porównaniu z kremem z Ziaji szybko się wchłania. Nie pozostawia tłustej powłoki na ciele. Czuję się tak, jakbym tego kremu w ogóle na sobie nie miała. Nie wiem jak sprawuje się balsam antycellulitowy, ale już niedługo i jego wypróbuję jak tylko skończy mi się balsam z Perfecty. 

Jak już napisałam wyżej, wszystkie te kosmetyki nie posiadają super mocy. Nie redukują cellulitu. Jednak sprawiają, że skóra jest natłuszczona i napięta, a na tym chyba zależy mi najbardziej, bo jak stwierdziłam wcześniej - panicznie boję się rozstępów, które dzięki Bogu jeszcze się nie pojawiły.

*Wszystkie zdjęcia w tej notce nie są mojego autorstwa i pochodzą z Internetu.

piątek, 15 stycznia 2016

2. O ciąży

Instynkt macierzyński poczułam będąc na początku studiów. Było to tak silne, że gdybym mogła, rzuciłabym wszystko i wraz z wtedy jeszcze narzeczonym starałabym się o dziecko. Jednak z tyłu głowy zawsze zapalało mi się czerwone światełko. Po pierwsze studiuję. Po drugie samą miłością dziecku nie zapewnię bytu, a po trzecie chciałam mieć swój kąt. Studia skończyłam. Szybko znalazłam pracę (pracuję jako księgowa). Mieszkam z rodzicami w jednym domu, choć oddzielnie (każdy ma swoje oddzielne mieszkanie). 
O dziecko staraliśmy się kilka dobrych miesięcy. W dzisiejszych czasach chyba każdy z Was wie jak jest. Ciągły stres, gonitwa za pieniądzem, problemy natury kobiecej. Było ciężko, a każda pojedyncza kreska na teście powodowała frustracje i płacz. Kiedy uświadomiłam sobie, że nic nie jest na siłę i zmieniłam swoje nastawienie, poczułam, że coś się zaczęło dziać z moim organizmem. Oczywiście bałam się robić kolejny test, bo obawiałam się, że znowu będzie to samo. Ciekawość wygrała. Zobaczyłam dwie grube kreski. Z niedowierzania rozpłakałam się. Był to dla mnie najpiękniejszy widok, a ciąża stała się dla mnie wielkim darem. Parę dni później poszłam do lekarza, który potwierdził ciążę. Piękny 7 mm pęcherzyk. Moje marzenia o dziecku w końcu stały się realne. 
Pierwsze miesiące ciąży były dla mnie masakryczne. Wymioty po dziesięć razy na dzień. Okropne bóle głowy. Nie miałam ochoty na nic. Dosłownie czułam się jak flak. Nie miałam nawet siły, aby umyć sobie włosy. Musiałam więc szybko pójść na zwolnienie lekarskie, bo w pracy nie dałabym rady funkcjonować, a co dopiero myśleć o kontach, amortyzacjach, itp... Egzystowałam tak przez pierwsze trzy miesiące. W końcu przyszedł dzień, w którym mama powiedziała do mnie "Monika, dłużej tak nie można. Ubierz się ładnie, zrób sobie włosy, umaluj się. Zawsze o to dbałaś". Mama zaczęła mnie motywować. Zaczęłam wychodzić do ludzi, dbać o siebie, choć złe samopoczucie i wymioty trwały do czwartego miesiąca. Po tym czasie w końcu poczułam, że żyję. Energii mam za dwóch. Sprzątam, gotuję, chodzę na zakupy, a aktualnie walczę z remontem mieszkania. Chyba włączył mi się syndrom wicia gniazda, bo boję się, że nie zdążę ze wszystkim do porodu. 
Połówkowe USG było dla nas największym przeżyciem. To wtedy poznaliśmy płeć naszego dziecka. Wzruszeń było dużo i każde z nas płakało. W przyszłym miesiącu idziemy na USG w 3D i już nie mogę się tego doczekać. Muszę powiedzieć, że mimo złego samopoczucia, czasami i bezsilności, ciąża to piękny okres. Mimo wszystko. Kiedy widzę, że moje dziecko reaguje na mój dotyk i głos, wtedy wiem, że to wszystko ma sens, że to jest to, czego zawsze chciałam i o czym marzyłam...

1. Przedstawiam się

Cześć. Jestem Monika i mam 27 lat.
Od 20 czerwca 2015 roku jestem szczęśliwą mężatką.
29 kwietnia na świat przyjdzie moje pierwsze dziecko - Michałek.

Chciałabym, aby ten blog był dla mnie pamiątką. Chcę tu spisywać wszystkie moje przemyślenia, te lekkie i te cięższe. Chciałabym, aby ten blog był o wszystkim i o niczym, zwykłą odskocznią od codzienności.
Zatem witam w moich skromnych progach. Liczę na Wasz odzew i dyskusję pod postami.