Michałek będąc jeszcze w brzuszku nałykał się zielonych wód. Spowodowało to u niego stan zapalny, przez co po urodzeniu przez tydzień musiał dostawać silny antybiotyk. Na jego buźce zauważyłam wypryski. Na moje pytanie co to jest, położna odpowiedziała 'nikt nie jest idealny' i miało to być podrażnieniem od ubranek. W szpitalu również zaczęło ropieć lewe oczko. Kazali mi przemywać solą fizjologiczną i tak robiłam po kilka razy na dzień, ale to nie ustępowało, a ropy było coraz więcej. Przez dokarmianie mlekiem modyfikowanym wypryski na polikach zmieniły się wręcz w pryszcze i w sumie nie wiem już czy jest to faktycznie od mleka czy był to czysty zbieg okoliczności. Pediatra w przychodni, do której należymy powiedział, że jest to ta nieszczęsna skaza białkowa. Zmieniłam więc mleko z Bebiko na Bebilon. Pryszczy było troszkę mniej, ale mimo wszystko nie goiło się to tak jak powinno i niepokoiło mnie to. Moja intuicja mnie nie zawiodła. Uparłam się aby pójść prywatnie do najlepszej pani pediatry w naszym mieście. Wczoraj mieliśmy wizytę i co się okazało? To wcale nie jest skaza białkowa tylko trądzik niemowlęcy. Pani doktor przepisała na to maść i już widzę efekty po pierwszym użyciu. Ja się tak zafiksowałam, że i u siebie wyeliminowałam mleko i wszystkie przetwory mleczne, przez co zaczęłam tracić pokarm. Dobrze, że mogę pić mleko bo zależy mi aby jak najdłużej podawać Michałkowi swój pokarm. Co do oczka, to pani doktor wyśmiała ten pomysł ze solą fizjologiczną, bo mały ma stan zapalny i teraz muszę mu zakrapiać oczko kropelkami z antybiotykiem. W szpitalu zrobili ze mnie wyrodną matkę, bo nie poprawiałam Michasiowi główki jak ten chrapał. Wczoraj dowiedziałam się, że chrapanie jest jak najbardziej normalne, gdyż Michał jak na takie malutkie dziecko przystało ma wąskie przegrody nosowe. Na ulewanie też pani doktor zaradziła. Zmieniliśmy zwykły Bebilon na Bebilon AR. Mały nie ulewa i może w końcu zacznie normalnie przybierać na wadze. Za dwa tygodnie mamy wizytę kontrolną, aby sprawdzić wagę.
Po tym wszystkim naszła mnie taka smutna refleksja, że jak prywatnie się nie pójdzie do lekarza, to później człowiek nie pozna prawdziwej diagnozy. W przypadku Michałka męczyliśmy się z tymi wszystkimi dolegliwościami 4 tygodnie, a można było temu wcześniej zaradzić. Dlaczego wszyscy lekarze nie są lekarzami z powołania. Ta pani u której wczoraj byliśmy co chwilę jeździ na szkolenia, dokształca się, kocha dzieci i jeszcze nigdy nie odmówiła przyjęcia chorego dziecka nawet w święta. Ja wiem, że za to dostaje pieniądze, ale jej podejście do dziecka i rodzica sprawiło, że obdarzyłam ją zaufaniem dosłownie od pierwszej chwili. Wiem już, że będę chodziła z małym tylko do niej, a do tego konowała będę szła tylko na szczepienia i bilanse.